Porodówka w Wałbrzychu – jak wspominam poród w Ginekologiczno – Położniczym Szpitalu im. E. Biernackiego w Wałbrzychu

Porodówka w Wałbrzychu – jak wspominam poród w Ginekologiczno – Położniczym Szpitalu im. E. Biernackiego w Wałbrzychu

Dzisiaj wpis dla bardzo ograniczonej (regionalnie) grupy mam. Na tapetę wezmę Specjalistyczny Szpital Ginekologiczno – Położniczy im. E. Biernackiego w Wałbrzychu. Byłam, rodziłam i opinie sobie wyrobiłam. Czy tak wyobrażałam sobie „najlepszą porodówkę na Dolnym Śląsku”? Zachęcam do czytania.

Mieszkam we Wrocławiu, ale pochodzę z Wałbrzycha. Tam się urodziłam i tam mieszka cała moja rodzina. Rodzina mojego męża również. Więc skoro porodówka w moim rodzinnym mieście jest uznawana na „najlepszą porodówkę na Dolnym Śląsku”, dość oczywistym staje się wybór tego szpitala do własnego porodu. Opinii o tym miejscu słyszałam wiele, i tych pozytywnych i tych wręcz przeciwnie. Nie do końca więc wiedziałam, czego się spodziewać. Teraz, kiedy już mam za sobą poród w tym szpitalu, sama mam coś do powiedzenia. Dzisiejszy wpis będzie dłuuugi 🙂 i podzielony na kilka części. Każda część będzie zawierała doświadczenia i opinie z każdego oddziału lub miejsca, w którym znajdowałam się podczas całego pobytu w szpitalu, a trwał on sześć dni.

BIAŁA SOBOTA

Biała sobota to była moja pierwsza styczność z tym szpitalem. W każdą pierwszą sobotę miesiąca, istnieje możliwość obejrzenia bloku porodowego. Zamysł fajny, prawda? Można oswoić się trochę z miejscem, który tak bardzo przeraża wiele przyszłych mam. Dlatego na Białą Sobotę wybrałam się i ja. Na stronie internetowej szpitala, możemy znaleźć informację, że oglądanie porodówki odbywa się w godzinach od 11 do 13. Natomiast nie jest podana informacja, że co około 30 minut na „zwiedzanie” rusza nowa grupa. W efekcie na godzinę 11 zjawił się prawdziwy tłum, który nie zmieścił się w całości w sali porodowej, w której położna opowiadała o przebiegu porodu i odpowiadała na ewentualne pytania. Ja nawet nie próbowałam się wciskać, bo było tak dużo ludzi, że nie było już czym oddychać. W kolejnej grupie zwiedzających, było raptem kilka osób. Byłam trochę rozczarowana tą sytuacją. Na szczęście kiedy już cały tłum wyszedł z sali, weszłam do środka, żeby chociaż sobie „pooglądać” i spotkałam tam przemiłą położną, która chwilę z nami porozmawiała i odpowiedziała na moje pytania.

IZBA PRZYJĘĆ

„Dzień dobry, chyba rodzę” 🙂 o ile dobrze pamiętam, coś w tym stylu powiedziałam po przyjeździe do szpitala. Na szkole rodzenia powiedziano nam, że na Izbie Przyjęć zawsze pracują najmniej przyjazne Panie, że jest to rodzaj „zsyłki” dla tych z Pań, które nie radzą sobie w relacjach międzyludzkich. I Izba Przyjęć na porodówce w Wałbrzychu jest idealnym tego przykładem. Podczas wstępnego badania i wypełniania dokumentów, chciałam wstać i wrócić do domu. Wiecie, jak się cierpi i jest się w całkowicie nowej dla siebie sytuacji, to oczekuję się chociaż odrobiny uśmiechu i jakiejś serdeczności. A już chociaż informacji co dalej. Kiedy na wstępnym badaniu okazało się, że mam tylko 1 cm rozwarcia, wiedziałam, że to nic dobrego, że to za mało. Podpisałam jakieś papiery, po czym położna kazała mi iść za sobą. Myślałam, że zrobią KTG i jeśli nie będzie żadnych skurczy, to odeślą mnie do domu. Ale ja już podpisałam dokumenty przyjęcia do szpitala i wylądowałam na patologii ciąży. Powiecie, że było trzeba czytać co podpisuje. Teraz też tak myślę, ale w bólach i strachu, brakowało racjonalnego myślenia. Izba Przyjęć nie zachęca do dalszego pobytu w tym szpitalu. Na szczęście pobyt tam trwa zaledwie kilka minut.

PATOLOGIA CIĄŻY

Tu się działo… do dziś chce mi się płakać, jak to wspominam. Wiecie już, że nie zdawałam sobie sprawy, że właśnie zostałam przyjęta do szpitala. Młoda, niedoświadczona, „głupiutka” – bo pewnie powinnam wiedzieć. Nie wracajmy już do tego :p Dostałam łóżko, podłączyli mnie do aparatu KTG. Badanie rejestrowane w pokoju pielęgniarek. Po około 40 minutach, odłączają aparaturę i idą do następnej ciężarnej. I nic. Żadnej informacji. No więc się pytam jak to wygląda i co dalej. Odsyłają mnie do pokoju lekarzy. Tam kolejne badanie i stwierdzenie, że nie ma żadnej aktywności skurczowej. Więc zachodzę w głowę, dlaczego do cholery tak bardzo mnie boli? Jeśli to nie są skurcze to jak cholerstwo będzie bolało, skoro ja już się zwijam? Na badaniu USG sytuacja się powtarza. Lekarz patrzy w ten monitor, patrzy i mówi: „dziękuję Pani, to wszystko”. Jak to wszystko? Nie może chociaż powiedzieć, czy wszystko wygląda dobrze, prawidłowo albo w ogóle cokolwiek? Czy naprawdę kobieta musi się dopraszać, żeby uzyskać jakąkolwiek informację? Zresztą, prawdopodobnie zostałam uznana za „trudną pacjentkę” , bo na bloku porodowym panowało przekonanie, że nie jestem zadowolona z opieki. Do teraz wkurza mnie fakt, że kiedy nie siedzisz cicho i chcesz wiedzieć co się dzieje z Tobą i z Twoim dzieckiem, to jest się uznawanym za upierdliwą. Przez cały dzień nie chciano podać mi żadnych środków przeciwbólowych, bo mogłyby zagłuszyć akcję porodową – której nomen omen według lekarzy nie było. Na nocnej zmianie była taka położna, że każda ciężarna bała się w ogóle odezwać – pozdrawiam położną House, która doradziła mi, żebym się położyła na plecach, bo jak ją boli krzyż to ona zawsze się kładzie na plecach i jej przechodzi :p A i tak najlepsze było rano. Po porannym obchodzie dowiedziałam się, że zostaje dziś wypisana – bez żadnego wcześniejszego badania ginekologicznego. Dopiero kiedy poprosiłam o coś przeciwbólowego, bo już nie mogłam wytrzymać, lekarka stwierdziła, że jednak musi mnie zbadać. Na badaniu – rozwarcie 4 cm, bobas w drodze a ja zostałam skierowana na porodówkę. Przez całą dobę zwijałam się z bólu, i każdy powtarzał, że to nie poród, bo na badaniu ktg nie widać żadnych skurczy. A gdybym została odesłana do domu z takim rozwarciem i z bólami, które przecież nie były skurczami?

W tym miejscu muszę też wspomnieć o warunkach sanitarnych. W łazience dostępne dwie kabiny z toaletą oraz bidetem, a także dwie kabiny prysznicowe. O ile prysznice były całkiem w porządku, to toalety były tragiczne. Nie będę opisywać Wam szczegółów ale zdechłe muchy leżące na ręcznikach do podcierania się to słaby początek.

BLOK PORODOWY

Ładny, czysty i opieka rewelacyjna 🙂 W tym miejscu spędziłam najmniej czasu i przeżyłam największy ból, ale to właśnie z tego miejsca mam najlepsze wspomnienia i to nie tylko dlatego, że tam przyszedł na świat mój synek. Przede wszystkim personel na bloku porodowym był pełen ciepła i życzliwości, a ja czułam się traktowana po ludzku. Ponieważ moja opinia na temat tego miejsca może być subiektywna, aby opisać porodówkę w Wałbrzychu, odniosę się do informacji, które znajdują się na stronie www.gdzierodzic.info.

  • Sale rzeczywiście są jednoosobowe, jednakże przynajmniej jedna z nich była przechodnia, czyli gdy ktoś szedł do rodzącej w sali obok, musiał przejść przez moją salę. W praktyce wyglądało to tak, że chęć wyjścia z sali zgłaszany był do położnej, która następnie ustawiała parawan, który miał mnie zasłonić. Mi było to już zupełnie obojętne – ale podejrzewam, że niektórym kobietom mogłoby to przeszkadzać.
  • Wyposażenie: w sali znajduje się nowoczesne i bardzo wygodne łóżko, w którym można dowolnie regulować oparcie. Przy ścianach zamontowane są drabinki, można również skorzystać z piłki. Nie widziałam natomiast worka sako ale nie wykluczam, że się tam znajdował.
  • „Zabiegi pielęgnacyjne”: w teorii lewatywa wykonywana jest na prośbę pacjentki, jednak mnie nikt się nie pytał o zgodę. Inna sprawa, że nie miałam nic przeciwko. Nie wiem jaka byłaby reakcja położnych, gdybym odmówiła.
  • Plan porodu omówiony został z położną już na sali. Jednak nie mogłam im dać wcześniej przygotowany przez siebie plan. Musiałam wypełnić i podpisać plan przygotowany przez szpital.
  • Zapis KTG podczas porodu był ciągły, co nieco odbiega od informacji zawartych w internecie. W związku, że stale miałam podłączoną aparaturę, nie mogłam np. chodzić po sali. Nie wiem też jak miałoby wyglądać korzystanie z drabinek. Możliwe było jedynie korzystanie z piłki.
  • Łagodzenie bólu: z metod farmakologicznych dostępny był zarówno gaz rozweselający jak i znieczulenie dolędźwiowe (bezpłatne dla każdej rodzącej). W przypadku znieczulenia można wcześniej w szpitalu wypełnić ankietę, która znacznie przyspieszy i ułatwi sprawę podczas porodu. Ja tego nie zrobiłam, bo do momentu porodu byłam zdeterminowana aby z niego nie skorzystać. Wierzcie lub nie, ale wypełnianie tejże ankiety podczas skurczy to wyjątkowy słaby pomysł. Z metod niefarmakologicznych dostępny jest głównie natrysk relaksacyjny, ale należy pamiętać o tym, że nie można z niego skorzystać, jeśli ma się podłączoną kroplówkę z oksytocyną.
  • Pozycje porodowe: w teorii w II okresie porodu, rodząca może sama wybrać dogodną dla siebie pozycję (o pozycjach do porodu przeczytasz TUTAJ>>>). W praktyce wyglądało to trochę inaczej. Rzeczywiście mogłam przyjąć pozycje inną niż horyzontalna, ale zostałam ułożona przez położną, ponieważ w najwygodniejszej dla mnie pozycji klęczącej na łóżku, zsuwała się głowica aparatu KTG.
  • Pierwszy kontakt z dzieckiem trwał kilka minut. Następnie dziecko zostało przeniesione do kącika noworodka, gdzie zostało zmierzone, zważone i zbadane. Po tych czynnościach położna rozebrała mojego synka i mogłam po raz pierwszy przystawić go do piersi podczas kontaktu skóra do skóry. W sali zostało przyciemnione światło i mieliśmy chwilę tylko dla siebie. Oczywiście tatuś był cały czas z nami.

ODDZIAŁ POPORODOWY

Ponieważ zarówno ze mną jak i z synkiem wszystko było w porządku, kolejnym miejscem do którego trafiliśmy była sala poporodowa. Naprawdę nie mam żadnych uwag do funkcjonowania tego oddziału. Wczesnym rankiem mierzona jest temperatura i ciśnienie u mamy, a także położna sprawdza jak obkurcza się macica. Koło 8-9 następuje obchód – również u mam, na którym w sumie padają jedynie pytania o samopoczucie. Następnie przez oddział przetacza się fala płaczu, co zwiastuje badanie maluszków. Wieczorem dzieciaczki są ważone. Jeśli lekarze nie mają zastrzeżeń do stanu zdrowia zarówno Twojego jak i Twojego malucha, po trzech dniach, zostajecie wypisani do domu. My musieliśmy zostać dzień dłużej, aby stwierdzić czy zacznie nam spadać nieco podwyższony poziom bilirubiny.

WSPARCIE LAKTACYJNE

Niby jest, ale… no właśnie to ale. Mój brzdąc płytko chwytał pierś co powodowało okropny ból. Żeby się nie męczyć w domu, postanowiłam tak często prosić o pomoc w przystawieniu, aż się nauczę. W związku z tym, korzystałam z rad chyba każdej położnej pracującej na oddziale. I wierzcie lub nie, ale każda z nich mówiła co innego, inaczej układała moje ręce, inaczej układała dziecko – zwłaszcza rączki, i inaczej pokazywała jak ułatwić dziecku prawidłowe uchwycenie piersi. Co gorsza, każda położna sama układa mi synka na rękach, chwytała moją pierś i wkładała małemu do buźki. Jak zwróciłam uwagę, że w domu nikt tego za mnie nie zrobi, to zostałam uznana za niepotrzebnie zestresowaną. Więcej dowiedziałam się z internetu niż podczas pobytu w szpitalu.

PODSUMOWANIE

Nowoczesne wyposażenie sal porodowych, profesjonalna, troskliwa i życzliwa opieka położnych i lekarzy nad mamą i maluszkiem – wszystko to sprawia, że porodówka w Wałbrzychu jest miejscem godnym polecenia dla każdej ciężarnej kobiety mieszkającej w okolicy. Oczywiście mam pewne zastrzeżenia, jak np. stan łazienek ale przecież nie to jest najważniejsze. Przy kolejnej ciąży również mam zamiar wybrać porodówkę w Wałbrzychu.

Jeśli  rodziłaś w wałbrzyskim szpitalu, podziel się swoją opinią na temat tego miejsca. A może chciałybyście dowiedzieć się czegoś na temat, który ominęłam w swoim poście? Piszcie w komentarzach.

21 komentarzy do wpisu „Porodówka w Wałbrzychu – jak wspominam poród w Ginekologiczno – Położniczym Szpitalu im. E. Biernackiego w Wałbrzychu”

  1. Kobieto cud narodzin to nie tylko Ty, jest jeszcze Twoje dziecko, a w Tym szpitalu opieka nad nim jest najlepsza. Pewnie nie byłaś na oddziale neonatologii, to nie wiesz o czym mówisz. Tam dopiero dzieją się cuda, zdrowe dzieci opuszczające te mury urodzone 24 tv. I tylko to się liczy a nie zdechła Mucha w toalecie

    • Nigdzie nie napisałam, że opieka nad dziećmi nie jest dobra 🙂 Miałam to szczęście, że nie musiałam być na oddziale neonatologii, na pewno wtedy liczą się inne rzeczy. Wiadomo ,że zdrowie dzieci jest najważniejsze 🙂 A jednak dla mnie higiena jest ważna i w tak szanowanym szpitalu jak wałbrzyska porodówka, zdechła mucha w toalecie to dla mnie nadal jest jakaś pomyłka.

  2. Ja w szpitalu w Wałbrzychu mam za sobą udany poród sn po wcześniejszym cc. Opieka lekarzy i położnych rewelacyjna. Wszyscy wspierali mnie w decyzji o podjęciu próby porodu sn. Położna na sali porodowej bardzo mi pomogła – była cierpliwa i mega profesjonalna. Opieka na oddziale noworodkowym też była ok.

  3. No nie wiem. Urodziłam w październiku 2017 roku i były to dla mnie najgorsze 4 dni. Opieki podczas porodu wogole. Może z 3 razy przyszła położna do mnie. Raz wypelnialam ankiety, drugi jak połączyła kto i 3 raz do porodu. Jak poprosiłam o znieczulenie to mnie wysmiala mówiąc że rodze drugie dziecko to co nie potrzebuję. To samo z opieką poporodowa. Terror laktacyjny. Niestety mimo starań nie byłam w stanie karmić dziecka piersia. Prosiłam o pomoc Ale nikt się nie fatygowal by mi udzielić. Przychodziła tylko położna składała dziecku cycka i wychodziła. Niestety jego budowa nie pozwala na karmienie. Efekt 3 dni płaczu dziecka z głodu i mojej frustracji. Chciałam nawet uciekać z dzieckiem że szpitala. Pobyt tam to trauma na całe życie…. szpital to nie tylko ładne sale czy łazienka w której cuchnie papierosami. Szpital to przede wszystkim ludzie a tam pozostaje wiele do życzenia.

  4. Witam, mam takie pytanie, czy łazienki na oddziale poporodowym nadal są wspólne na końcu korytarza, czy może tak jak jest już w innych szpitalach, jest łazienka w każdej trzyosobowej sali?
    Rodziłam w tym szpitalu w 2011 i wtedy mieliśmy do dyspozycji jedną dużą łazienkę na końcu korytarza chyba, jeśli dobrze pamiętam z 6 prysznicami i chyba jedną jednoosobową.
    Czy w szpitalu dokarmiają bez problemu maluchy sztucznie jeśli coś jest nie tak z karmieniem naturalnym ? Za dwa miesiące mam termin drugiego porodu i jestem ciekawa czy w tych kwestiach coś się zmieniło przez ostatnie siedem lat.
    Pozdrawiam serdecznie 😉

    • Gratuluję kolejnego dzisiusia 😉 Niestety jak ja rodziłam prawie 1.5 roku temu nadal nie było łazienek w salach poporodowych. Łazienki są wspólne ale bardziej kameralne (czyt.mniejsze), bo z 2 prysznicami i 2 toaletami. A przynajmniej jedna z nich tak wyglądała, bo kolejna jest na drugim końcu oddziału i być może jest większa. Z dokarmianiem nie było problemu, u położnych były dostępne butelki z mlekiem. Koleżanka z sali musiała skorzystać i nie było żadnych problemów czy też nieprzyjemnych uwag. A na kiedy dokładnie termin? Ja 2 marca mam termin kolejnego porodu i jeśli się coś zmieniło to zaaktualizuje wpis. Pozdrawiam 😉

      • Witaj, czy wrażenia z drugiego porodu podobne jak z pierwszego? Jestem ciekawa szczególnie „obowiązkowego” podpisania gotowego planu porodowego i ciągłego zapisu KTG- czy ta sytuacja się powtórzyła? Czy również zabrano Ci dziecko kilka minut po pierwszym kontakcie? Będę wdzięczna za odpowiedź, po wakacjach rozważam tam urodzenie pierwszego dziecka. Pozdrawiam serdecznie!

        • Cześć! Potwierdzam, że nic się nie zmieniło… Plan porodu wypełnia się ich (oczywiście możesz się zgodzić lub nie na różne zabiegi/ metody łagodzenia bólu itd ale nie ma sensu trudzić się nad tworzeniem własnego), czytanie w bólach ze zrozumieniem nie jest takie oczywiste. Nie wiem jak z zapisem ponieważ urodziłam błyskawicznie. W kontakcie z dzieckiem niestety też nic się nie zmieniło.

  5. Nie Nie NIE!!!!!!!!!!!!!!! nigdy w zyciu bie chce juz sie znależć w wałbrzychu…. Przez lekarzy i polozne moj Synek zamarl!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  6. Ja w szpitalu w Wałbrzychu znalazłam się niestety z obumarłą ciążą. Z opieki, i to od samego początku, czyli od izby przyjęć byłam bardzo zadowolona. Podejście pielęgniarek, lekarzy, pani w recepcji, ich wsparcie i bardzo życzliwe traktowanie, pomogły mi jakoś przetrwać ten bardzo trudny czas. Zdechłych much w toalecie nie miałam okazji spotkać…

  7. Bardzo ładny komentarz powyżej ale to tylko w teorii tak ładnie wygląda, ten szpital to dno.
    Prawda jest taka ze w szpitalu większości lekarzy i połoznych traktuje pacjentki jak zło konieczne. W naszym przypadku termin planowany był na 2,07 dziecko urodziło się 29,06. personel z drobnymi wyjątkami bagatelizuje np złe zapisy ktg – spadające tetno dziecka, itp/ Nie słuchaja co się do nich mówi , u nas sytuacja tak wyglądała że moja partnerka miała problemy podczas pierwszego porodu szczegółów nie będę podawał ale poinformowała o tym lekarzy którzy olali sprawe cały czas kazali czekać. W piątek kiedy nasze dziecko w końcu się urodziło na szczęście terafił się jeden dobry lekarz który słuchał co się mówi i wywołał poród. Na porodówke trafiła o godz ok9,30 dziecko urodziło się po 16.mimo że tętno dziecka na ktg spadało lekarze czekali i czekali efektem tego nasza córeczka urodziła się 3 razy owinięta pęp[owiną od razu była reanimowana 15 minut. Na szczęście została uratowana obecnie przebywa w szpitalu We Wrocławiu . Dzień który miał być jednym z najpiękniejszych w naszym życiu był koszmarem. Nawet anestezjolog nie umiała się wkuć aby podać znieczulenie żenada. opieka poporodowa jest taka że jej nie ma polożne nie pomagają każą mamą radzić sobie same, nawet w czasie gdy jedna idzie sie wykąpać to inne pilnują jej dziecka bo położne nie mogą są zajęte gadaniem w dyżurce. Nie polecam tego szpitala jako dobrego do rodzenia ponieważ szansa trafienia na dobry personel jes bardzo mała. Najlepszym ginekologiem na patologi ciąży w naszym przypadku okazał się dr Piaseczny jako jedyny słuchał i działał skutecznie choć przy samym porodzie był inny lekarz niestety. Mogę również dodać, że tym co dobre w tym szpitalu to bez wątpienia oddział i personel neonatologi i intensywnej terapii noworodka oraz zespół reanimacyjny są tam naprawdę kompetentni i błyskawicznie działający ludzie nasza córka zawdzięcza im życie. Pytanie tylko czy przyszłe mamy chcą rodzić w szpitalu gdzie dobrze działa tylko reanimacja i intensywna terapia????

  8. Ja rodzilam w 2012 roku. Niestety moja córka urodzila sie z wada genetyczną o której dowiedzialam sie juz po jej przyjsciu na świat. Izba Przyjęć jeszcze byla ok, na parologi lezałam dosłownie 20 minut bo tak mnie wkurzyły pielęgniarki, ze zaczęłam rodzic (zglosilam sie do szpitala bez skurczy, poprosty po przechodzonym terminie). Rodzilam 9 godzin, większość czasu lezalam tam sama przy zgaszonym świetle bez wiekszego zainteresowania kogo kolwiek.. Kiedy potrzebowalam pomocy dostalam opr, zebym ich nie wolala. Podczas koncowej akcji porodowej lekarz skakal mi po brzuchu przez co mialam złamane 3 żebra. Dziecko zabrali od razu 6 punktów 🙁 duze niedotlenienie. Inkubator. Polozono mnie na drugim koncu szpitala, do dziecka mialam do przejścia caly korytarz i tak nie moglam do niej podejść. Opieka po porodzie TO COS TAKOEGO JEST W TYM W TYM SZPITALU?? Dla mnie pobyt tak byl koszmarem.. Po tylu latach dalej płaczę kiedy sobie to wszytsko przypomnę.. Boje się kolejnych ciąż. A gdybym miala tam znowu trafić uciekla bym na kolanach

  9. Witaj, słyszałam o tym szpitalu dobre opinie. Wiele znajomych mi osób go poleca, jednak po tym co przeczytałam tutaj już nie jestem tak optymistycznie nastawiona. Cholernie boję się porodu sn, tym bardziej, że to mój pierwszy. Nie wiem czego się spodziewać.
    Mam nadzieję, że trafię na swoją panią doktor prowadząca moją ciążę (choć jest w trakcie specjalizacji ale nie wiem czy ma to jakieś znaczenie) Termin mam na 22.10. Mam jeszcze pytanie odnośnie torby do szpitala, niby na stronie jest napisane co trzeba wziąć ale zastanawiam się czy nie wziąć dodatkowych rzeczy tj. Podkłady na łóżko, maść do pupy dla dziecka i na brodawki. Nie wiem czy szpital zapewnia takie rzeczy. Jak to było z Wami? 🙂 ( wiem, że zdrowie dziecka jest najważniejsze Ale lubię czuć się „bezpieczna” tym bardziej, że nie bardzo mam możliwość dowiedzieć się takich informacji. Będę wdzięczna za odpowiedzi z Waszej strony 🙂

    • Ania, obawy są normalne. Ja urodziłam w marcu drugie dziecko w tym szpitalu i nadal jestem zadowolona. Ale mówię ciągle o porodówce. Jeśli przyjedziesz za wcześnie i trafisz na patologię ciąży to nie zrażaj się proszę,bo sama porodówka naprawdę wygląda inaczej. Chociaż drugi poród zaczął się w nocy i położna nie była specjalnie wylewna i empatyczna, ale dzięki jej pomocy, mimo ekspresowego porodu, w ogóle nie pękłam i nie byłam nacinana. Także jeśli będzie kolejne to też wybieram ten szpital. A jeśli chodzi o Twoje pytanie. Najlepiej mieć wszystko ze sobą. Podkład na łóżko od nich dostajesz jeden plus ten na którym przyjeżdżasz z porodówki. Jak trafisz na przyjazną zmianę to dadzą Ci bez gadania kolejny jak potrzebujesz ale to dopiero jak przyjdą sprzątać. Z doświadczenia wiem że to nie wystarcza i warto mieć kilka podkładów ze sobą, żeby czuć się komfortowo i nie spać w zakrwiawionym. Wszelkie maści dla dziecka i dla siebie też. W sumie ubranka też lepiej wziąć. Możesz skorzystać ze szpitalnych ale wtedy po każdą rzecz musisz iść do dyżurki. Naprawdę wygodniej jest mieć swoje. I jakoś tak przyjemniej 😉 ubrać dziecko w te ciuszki które z takim namaszczeniem się wybierało, prało, prasowało i układało 😉
      Życzę Ci szybkiego porodu i pięknych pierwszych chwil z dzieckiem 😉 Jakbyś miała jakieś pytania to śmiało pisz 😉
      Pozdrawiam
      Sylwia

  10. Sylwia, uspokoiłaś mnie troszkę 🙂
    Bardzo Ci dziękuję za odpowiedź, gdyby mi się coś nasunęło, to będę pytać 🙂
    Pozdrawiam serdecznie 😊

  11. Rozważam poród w szpitalu w Wałbrzychu jednak mój próg bólu jest bardzo niski w związku z czym nie wykluczam znieczulenia. Czy ZZO jest możliwe o każdej porze? Wiem, że w niektórych szpitalach to znieczulenie jest podawane tylko w określonych dniach i godzinach. Czy jest również możliwość skorzystania z jednoosobowej sali poporodowej?

    • Tak,ZZO możliwe jest o każdej porze 😉 mój drugi poród zaczął się w nocy i miałam mieć znieczulenie (tylko już nie zdążyli podać bo urodziłam błyskiem). Niestety sali jednoosobowej nie ma. Jest bodajże jedna dwuosobowa ze osobną łazienką. Reszta sal jest 3 osobowa.

  12. Ja trafiłam tutaj na oddział ginekologiczny.Od Izby przyjęć zacznę.Przyjecie spoko,lekarz bardzo delikatny,dokładny,słuchał co mówię,podał co należy abym poczuła się lepiej.Podejrzenie ciąży pozamacicznej.Opis co i jak będzie wygladal mój pobyt w szpitalu był dla mnie do przyjęcia.Na oddziale opieka bardzo dobra,sympatyczne pielęgniarki.I tak..przeleżałam od czwartku a w sobotę zaczął bolec mnie brzuch,naturalnie zgłosiłam pielęgniarce,ta lekarzowi,ten przyszedł,zbadał i zlecił kolejna hcg.Wynik wzrastał,nie malał wiec podstaw jeszcze nie było oprócz bólu,który był jeszcze znośny.Lekarz poinformował ze nie ma na co czekać i należy wykonać zabieg ponieważ nie wiadomo co by się w nocy wydarzyło.Poinformowal mnie ze będzie otwierał brzuch,wystraszyłam się ponieważ miałam informacje o zabiegu laparaskopowym po którym przede wszystkim szybciej fizycznie dochodzi się do sobie,zapytałam o laparoskopię i usłyszałam ze nie robią zabiegów w wekand z powodu mniejszej ekipy lekarzy.Wpadalm w panikę,nie wiedziałam co mnie czeka,psychika zryta przez sam fakt ciąży pozamacicznej i tego co się za chwile ma stać ALE NIE BYŁO SZANS NA ZABIEG LAPAROSKOPIWY😔mino certyfikatów SZPITAL BEZ BÓLU który tak dumnie wisi w gablocie,występuje na stronie szpitala to jest zupełnie inaczej.Nie patrzą lekarze na fakt posiadania genialnego sprzętu i wykorzystywanie go każdorazowo do tak trudnych dla kobiet zabiegów aby ich samopoczucie było FAKTYCZNIE NA 1 MIEJSCU jak to opisują.

    • Fantastyczny sprzęt, a braki kadrowe z tego co piszesz to dwie zupełnie inne rzeczy. Jeżeli nie ma na dyżurze/ w weekend dwóch anestezjologów to nie zrobi nikt operacji typu laparoskopia! To zabieg w znieczuleniu ogólnym, a zawsze może się zdarzyć konieczność drugiego zabiegu w tym samym czasie i co wtedy? Nie ma nikogo do znieczulenia.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.