Mission Impossible#1 Wychodzenie z dzieckiem z domu

Mission Impossible#1 Wychodzenie z dzieckiem z domu

Ubierasz dziecko na spacer. Jest zima więc wiadomo, że obowiązkowo kurteczka, szaliszek i czapeczka. Nie chcesz dziecka przegrzać, więc sama już jesteś w pełnym spacerowym umundurowaniu. I kiedy już jesteście gotowi, słyszysz to słynne: „Mama, kupa”. Poziom Twojego, hmm… zirytowania? sięga zenitu. Znasz to? Ja nie za bardzo. Ja mam ochotę rzucić tym wszystkim jeszcze zanim założę dziecku spodnie 😀 Jak zatem wyjść z dziećmi z domu i nie zwariować? Zapraszam Was na pierwszy wpis z serii Mission Impossible.

Wychodzić czy nie wychodzić; oto jest pytanie

Miałam to szczęście, że moje starsze Dziecię urodziło się porą jesienną i od maleńkości był przyzwyczajony do ubierania miliona warstw. I chociaż moje dziecko spało w wózku pod warunkiem, że był on ciągle w ruchu, to spacer był prawdziwą przyjemnością. Spacer wiosną i latem to bajka. Ubierasz buty i wychodzisz 🙂 Stany lękowe związane z wyjściem na dwór zaczęły się w momencie kiedy przyszła pierwsza zima, a ja miałam na pokładzie o jednego Dziecia więcej. Bowiem Dzieć Numer Dwa nie lubi czapek, szalików i ciepłych kurtek, nie lubi też wózka, co równie mocno komplikuje sprawę. Natomiast Dzieć Numer Jeden, wprawdzie sam domaga się czapki na głowę ale ubranie mu chociażby pieluchy czy spodni to już wyższa szkoła magii i czarodziejstwa. I wierzcie mi, przed każdym wyjściem, na samą myśl o tym co mnie czeka jeszcze zanim przejdziemy przez próg, prowadzę wewnętrzną walkę ze sobą.

Nasza procedura wyjścia

Jakkolwiek wolałabym oszczędzić sobie tych wszystkich stresów, to dzieci jednak wyjść z domu muszą. No chociaż czasem 😀 Jak się organizujemy?

  • Ubiera się Matka, czyli ja 😉
  • Matka ubiera Młodsze Dziecię: pielucha, rajtki, bodziak, spodnie. Młodsze Dziecię ciągle obraca się na brzuch i siada. Zakładanie pieluchy dziecku, które stoi albo raczkuje mam opanowane do perfekcji ale siedzącemu? Zawsze źle zapnę pieluchę. Więc obracamy się milion razy. A spróbuj Matka, ją przytrzymać na plecach, to denerwuje się złośnik i krzyczy, że uszy bolą. Kończę ubierać Dziecię, ocieram pot z czoła, prostuje obolałe w krzyżu plecy i odkładam Dziecię na podłogę(bowiem Dziecię jest raczkujące i spadające z łóżka).
  • Matka ubiera Dziecię Starsze. Czyli tak naprawdę ganiam za gołym tyłkiem po domu, w najlepszym razie po łóżku, powtarzam jak mantrę: Proszę, przyjść tu do mnie. Ostatecznie posuwam się do gróźb, że nigdzie nie wyjdziemy.

Ubrani? To teraz odzież wierzchnia.

  • Matka ubiera kurtkę
  • Starsze Dziecię ściąga skarpety sobie i siostrze
  • Matka ubiera skarpety dzieciom i sobie buty
  • Starsze Dziecie wchodzi pod stół i nie chce wyjść. Młodsze postanawia do niego dołączyć
  • Matka przekonuje Dzieci/ wyciąga je spod stołu
  • Matka ubiera buty, szalik, czapkę i kurtkę Starszemu.
  • Matka ubiera Dziecię Młodsze.
  • Starsze w tym czasie ściąga kurtkę
  • Matka ponownie zakłada Starszemu kurtkę
  • Dziecię Młodsze próbuje zerwać z siebie czapkę i szalik.
  • Matka pakuje Młodsze Dziecię do wózka. Dziecię demonstruje swoją złość i ogólne niezadowolenie.
  • Matka ponowie ociera pot z czoła, łapie oddech, poprawia bluzkę która zdążyła podejść jej pod cycki, bierze dwa głębokie wdechy, przeklina kilka razy w duchu, i…mamy to! Wyszliśmy z domu.

Jak wyjść i nie zwariować?

Myślicie, że Wam powiem? Nie powiem, bo nie wiem. Nie mam pojęcia czemu sama jeszcze nie ześwirowałam.

Może Wy mi powiecie? Jak to robicie? Jak co dzień organizujecie wyjście na dwór? 🙂 Czekam na Wasze rady w komentarzach.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.